na_polce_renaty's profile picture

na_polce_renaty 's review for:

Helfyre by Mariel Pomeroy
2.0
dark medium-paced
Plot or Character Driven: Character
Strong character development: No
Loveable characters: No
Diverse cast of characters: Complicated

 Jaka książka ostatnio oczarowała Was okładką i opisem, obiecując cuda, a skończyło się… jak zwykle — klapą? 
Ja niestety właśnie taką przygodę przeżyłam z Helfyre Mariel Pomeroy. Okładka — zarówno twarda oprawa, jak i obie strony obwoluty w wydaniu The Bookish Box — to wizualne perełki, które sprawiły, że miałam ogromne oczekiwania wobec samej treści. Sięgnęłam po książkę błyskawicznie… i cóż, środek? Ehh, szkoda gadać. 
Autorka od razu wrzuca czytelnika w niezwykle skomplikowany świat. Na dzień dobry dostajemy listę bogów wraz z ich dziećmi — stworzonymi przez nich rasami — do tego słowniczek dwóch różnych języków, opis świata, w którym dzieje się akcja, przewodnik po wymowie i mapkę. Brzmi świetnie, bo czytelnik teoretycznie wie, czego się spodziewać, ale jednocześnie ta dawka suchej wiedzy potrafi przytłoczyć. 
Pierwszy rozdział jest jeszcze obiecujący, ale potem… całość zaczyna lecieć na łeb. Ciągłe odniesienia do różnych ras tylko mieszają w głowie, bo wcześniej dostaliśmy jedynie listę bez jakichkolwiek opisów czy cech charakterystycznych. Do tego kompletny brak chemii między bohaterami. Przez 200 stron niby jest mowa o jakimś przyciąganiu, ale nie wiadomo skąd, dlaczego i jak. Oczywiście się tego nie czuje, więc nawet sceny erotyczne wypadają nijako. 
Dołóżmy do tego zapętlone myśli głównej bohaterki w stylu „to tylko moja dusza, ja go nie chcę” — i pierwsza połowa książki staje się męczarnią. 
Trzeba jednak przyznać, że jeśli uda się przez nią przebrnąć, później robi się ciekawiej. Relacja głównych bohaterów nabiera pewnych emocji, choć wciąż daleko jej do ideału, jednak rozmach świata nadal przytłacza. Mimo to czyta się lepiej — ja przynajmniej w drugiej połowie byłam zaintrygowana. 
Końcówka oczywiście rozwala i zostawia czytelnika z myślą: „Muszę przeczytać kolejną część…”. Helfyre sprawia jednak wrażenie przydługiego i nieco nudnego wstępu do wielkiej serii. Dam jej jeszcze szansę — drugi tom mam już zamówiony — ale nie jest to dla mnie pozycja z gatunku „must read”. 
Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że autorka miotała się pomiędzy pikantnym, mrocznym romansem a bardziej ambitnym fantasy — i ostatecznie nie wyszło z tego ani jedno, ani drugie w pełni satysfakcjonująco. 
Edycja z The Bookish Box zdecydowanie zostaje ze mną, bo nie mogę się nią nacieszyć wizualnie, ale historia… cóż. Piękne wydanie niestety nie obroniło przeciętnej treści. 
Moja ocena 4/10