Take a photo of a barcode or cover
rafalreadersinitiative 's review for:
Deadhouse Gates
by Steven Erikson
Sporo czasu musiało upłynąć, aż zachęcony przez znajomych, niejako zmusiłem się do kontynuacji przygody z eriksonowskim fantasy. Po pierwszym tomie czułem się zmęczony i skołowany, niczym Buszmen, któremu misjonarz na "dzień dobry" powiedział, że Jezus za nasze grzechy umarł przybity do krzyża przez Rzymian, nie wyjaśniając wcześniej ani kim był ten Jezus, kim byli Rzymianie, co to jest grzech, krzyż i na dodatek opowiedział mi to wszystko płynną angielszczyzną. Cóż, Erikson się nie cackał, wrzucił mnie bez "koła ratunkowego" w sam środek świata i wydarzeń, których rozumem okiełznać nie mogłem.
Na szczęście w "Bramach Domu Umarłych" wiele rzeczy uczynił pisarz bardziej klarownymi, nadając jednocześnie wydarzeniom odpowiednie tempo, czyniąc również wydarzenia owe w wyższym stopniu interesującymi. Już po (zaledwie) kilkudziesięciu stronach tegoż tomu, autor sprawnie obalił jeden z najważniejszych argumentów, który wcześniej przemawiał do mnie za tym, aby z "Malazańską Księgą Poległych" dać sobie spokój - postaci, które mnie, ni ziębiły, ni grzały, nagle stały mi się wielce nieobojętne, do tego stopnia, że na chwilę obecną nie jestem sobie w stanie przypomnieć, czy istniała wcześniej jakaś lektura, w której tak wielu bohaterów darzyłbym szczerą sympatią. A są to tutaj - na dokładkę - postaci niezwykle interesujące, nierzadko tajemnicze, o charakterach skomplikowanych, czyli takie, jakie w fantasy są rzadkością a jakie sam cholernie lubię (nie tylko w fantastyce).
Nie brakuje też u Eriksona epiki, której formę bardzo sobie cenię - choć jest to tutaj epika podniesiona do n-tej potęgi, to zaserwowana jest niezwykle finezyjnie, z polotem i bez cienia patosu. Cóż, nie obyło się też bez dawki momentów, dostarczających niemałych wzruszeń, na które - zdawałoby się - nieco się już uodporniłem. Erikson pokazał mi, jaki miękki nadal jestem. A może jaki okrutny potrafi być pisarz?
Podsumowując - nie nazwę tego sporym zaskoczeniem, bo polecający mi znajomi nie pozostawili mi cienia złudzeń, iż "Bramy Domu Umarłych" mogłyby mi się nie spodobać, jakkolwiek i tak sprawił mi pisarz drugim tomem "Malazańskiej..." sporą niespodziankę. Jest epicko, wyobraźnia oddana w sprawne ręce tego genialnego pisarza pracuje na najwyższych obrotach, świat urzeka, porywa, zawłaszcza! Polecam, i to jak POLECAM!
Na szczęście w "Bramach Domu Umarłych" wiele rzeczy uczynił pisarz bardziej klarownymi, nadając jednocześnie wydarzeniom odpowiednie tempo, czyniąc również wydarzenia owe w wyższym stopniu interesującymi. Już po (zaledwie) kilkudziesięciu stronach tegoż tomu, autor sprawnie obalił jeden z najważniejszych argumentów, który wcześniej przemawiał do mnie za tym, aby z "Malazańską Księgą Poległych" dać sobie spokój - postaci, które mnie, ni ziębiły, ni grzały, nagle stały mi się wielce nieobojętne, do tego stopnia, że na chwilę obecną nie jestem sobie w stanie przypomnieć, czy istniała wcześniej jakaś lektura, w której tak wielu bohaterów darzyłbym szczerą sympatią. A są to tutaj - na dokładkę - postaci niezwykle interesujące, nierzadko tajemnicze, o charakterach skomplikowanych, czyli takie, jakie w fantasy są rzadkością a jakie sam cholernie lubię (nie tylko w fantastyce).
Nie brakuje też u Eriksona epiki, której formę bardzo sobie cenię - choć jest to tutaj epika podniesiona do n-tej potęgi, to zaserwowana jest niezwykle finezyjnie, z polotem i bez cienia patosu. Cóż, nie obyło się też bez dawki momentów, dostarczających niemałych wzruszeń, na które - zdawałoby się - nieco się już uodporniłem. Erikson pokazał mi, jaki miękki nadal jestem. A może jaki okrutny potrafi być pisarz?
Podsumowując - nie nazwę tego sporym zaskoczeniem, bo polecający mi znajomi nie pozostawili mi cienia złudzeń, iż "Bramy Domu Umarłych" mogłyby mi się nie spodobać, jakkolwiek i tak sprawił mi pisarz drugim tomem "Malazańskiej..." sporą niespodziankę. Jest epicko, wyobraźnia oddana w sprawne ręce tego genialnego pisarza pracuje na najwyższych obrotach, świat urzeka, porywa, zawłaszcza! Polecam, i to jak POLECAM!