You need to sign in or sign up before continuing.

rosomakk's profile picture

rosomakk 's review for:

The Prison Healer by Lynette Noni
1.0

Oh boy, cytując klasyka - a co to za gówno?
Mogłam się spodziewać, że nie będzie to najlepsza książka, bo poleca ją S. J. Maas, ale człowiek niby wiedział, a dalej się łudził...
No dobra, więc mamy tu problemy typu dużego i małego i każde doprowadzają mnie do szału.

1. Zbyt dziecinna dla dorosłych, zbyt drastyczna dla dzieci/ nastolatków.

Postaci są tutaj dosłownie najprostszymi archetypami: cała osobowość Kevy to bycie lekarką, dosłownie i w przenośni. Keva leczy każdego, bo taki ma kodeks i tyle. Tak samo nie ocenia zbytnio innych, tak jak nie robi tego, kiedy kogoś leczy, bo coś zrobił z własnej głupoty. Tip to golden retriever i myśli przesadnie pozytywnie, Naari to l i t e r a l n i e dobry policjant, a Jaren to "Pan Rozumiem Obie Strony Kowalski". Postaci są zbudowane na bardzo podstawowym poziomie i przez to ich interakcje wypadają conajmniej przewidywalnie, a na dodatek dostajemy, ZA KAŻDYM RAZEM, tldr tego co się dzieje i wytłumaczenie czego właśnie byliśmy świadkiem. Czytelnik jest tu zupełnie upupiany, zwłaszcza w zestawieniu z poważnymi elementami fabuły: brutalną rzeczywistością więzienia, gwałty, tortury itd. Ten dziwaczny całokształt sprawia, iż mamy wrażenie, że autorka nie ma na tyle warsztatu, żeby utrzymać elementy książki w jednej konwencji.

2. Nuda, nudaaaa
To chyba moje największe oskarżenie wobec tej książki. Są te próby i mamy to codzienne życie, plus relacje między postaciami i niby jakieś poszukiwania, bo ludzie chorują z jakiegoś podejrzanego powodu. Teoretycznie brzmi jakby działo się tu dużo, niestety nic bardziej mylnego. Bro, oni nic nie robią, te próby są tak krótkie i antyklimatyczne jak tylko się da, serio. Dajcie mojemu gekonowi napisać te rozdziały z próbami, on poluje na świerszcze bananowe, wie co to adrenalina. Próba ognia trwa dwie strony. To są te super ekscytujące próby, po których dajesz książce tytuł?????? Dosłownie po przeczytaniu rozdziału z jakąkolwiek próbą przez chwilę siedziałam i rozkładałam ręce, niczym zdziwiona biała małpka (czy co to tam jest) z popularnego gifa, bo nie mogłam uwierzyć, że aż tak można było to spaprać. Thanks, give us nothing Lynette Noni (more like nani???? Bo co to do jasnej Anielki jest????). Boringggg, next.

3. Baba cierpi na pisarską amnezję?
Tutaj trochę jak w książkach S. J. M. mam wrażenie, że autorka pisze coś w jednym rozdziale, bo super podbije emocje i wydaje jej się to dobre dla klimatu, ale potem nachodzi ją tajemnicza choroba, i zapomina co wcześniej wystukała na klawiaturze, a to trochę problematyczne, bo jeśli mamy dobrze działającą pamięć, to doskonałe zdjemy sobie sprawę, że wystąpiło pierdolenie od rzeczy. Oczywiście podam najabsurdalniejsze przykłady.
Bardzo wcześnie w książce dowiadujemy się o radzie ojca Kivy, którą jej dał, żeby jako lekarz potrzeby rannych stawiać nad swoje, zapominamy o "martwy ratownik, to zły ratownik". No i gdyby w tym magicznym świecie to działało inaczej, bo to magiczny świat, to nie byłoby tragedii, ale dosłownie mamy dokładnie opisany moment kiedy stawia ojca nad siebie i on jej mówi, żeby nigdy więcej tego nie robiła dla NIKOGO!! Czy to nie jest przypadkiem dokładna odwrotność jego wcześniejszych porad?? Ale oczywiście to tylko moja pamiętliwość... Szkoda, że nie pamiętam o wyciąganiu prania tak dobrze jak o błędach logicznych w randomowej książce...
Wybitnie zirytował mnie też fakt, że więzienie od początku jest opisywane jako bardzo brutalne, no krzywo się popatrzysz na strażnika i już cię nie ma, synek. Keva bardzo się pilnuje i kiedy wyznaczają jej nową straż bardzo długo zajmuje jej przyzwyczajenie się do zwykłych codziennych rozmów bez obawy, że nagle zrobią jej coś złego. Co więcej, nasza główna bohaterka to JEDYNY lekarz w Zalindovie, więc na każdym kroku dostajemy info, że no, jest tam najgorzej na świecie. Pani od polskiego ci mówi, że Dante opisywał piekło, a ja dodaję, że Lynette Noni też bardzo się starała. No więc proszę mi wytłumaczyć dlaczego nadzorca więzienny, dla którego szpieguje Keva (żeby mieć choć trochę łatwiejsze życie w więzieniu), nie zabije od razu Cresty, mimo że doskonale zdaje sobie sprawę, że przewodzi buntowi w Zalindovie, bo jak sam twierdzi "Nie mają jej jak tego udowodnić". Mordo, komu ty to będziesz udowadniał?? Ludzie tam gwałcą innych, zabijają ich bez większego powodu, a ty nie chcesz się pozbyć twojego największego problemu, bo nie masz rzeczowych dowodów?? Masz świadka, to ci powinno w zupełności wystarczyć jeśli ktoś się przyczepi (nikt się nigdy nie przyczepia btw), zwłaszcza, że jako strażnik więzienia możesz przeprowadzać masowe egzekucje i nikt okiem mnie mrugnie! Nie, w tym jedynym przypadku chłop zamienia się w Annę Marię Wesołowską i budzi się w nim nagle moralność, co za wzruszająca chwila.

Podsumowując, nudy, ale nie było aż tak tragicznie językowo, więc nie daję jednej gwiazdki (choć bardzo długo się nad tym zastanawiałam!). Najchętniej dałabym 1.75, ale zawyżę do dwóch, autorka z pewnością to doceni.

EDIT: Jednak daję jedną gwiazdkę, bo było to bardzo podłe.